czwartek, 21 maja 2015

DOMEK dla KOTA lub PROJEKT DOMEK ciąg dalszy....

Pozostanę w kocim temacie. Najbliższego kota mamy piętro wyżej. Kot i przesympatyczna właścicielka kota są ulubieńcami dzieci. Bardzo lubią ją odwiedzać i interesują się życiem jej pupila. Zaczęło się od niewielkich zabawek dla kota, a skończyło się na:

Opowiem jak to było. Wiktoria zaproponowała, że zrobi domek dla kota. Ponieważ uwielbia tworzyć przestrzenne konstrukcje, postanowiła, że punktem wyjścia dla kociego domu będzie stary domek, schowany dotąd bezpiecznie na strychu u dziadka. Domek przyjechał, sąsiadka wezwana na konsultacje poprosiła tylko nieśmiało, o wersję pionową, bo łatwiej przejdzie przez drzwi.... I prace w doposażaniu wnętrza ruszyły. Benio pomagał.


Domek został wyposażony w system przejść, otworów, miejsc do leżenia oraz .....w witrażowe okno w szktałcie kota.

Tymczasem w szkole na lekcję przyrody trzeba było opracować prezentację pt „Mój pupil” Świnek morskich jeszcze wtedy nie mieliśmy w domu, więc wybór Wiktorii padł na kota sąsiadki. Kot okazał się tylko pretekstem, bo prawdziwym tematem prezentacji Wiktorii stała się budowa domku. Nie było łatwo prezentować się publicznie przed całą klasą, temat bardzo tu pomógł. Skończony domek został przetransportowany piętro wyżej i oddany w posiadanie kota.


Po fazie testowania okazało się niestety, że kiedy domownicy są w komplecie, trudno żyje się z takim gabarytem w domu. Na prośbę sąsiadki ulubiony fragment konstrukcji domku został wymontowany i zaczął funkcjonować samodzielnie.




A tutaj instrukcje Wiktorii jak zrobić domek i zabawkę dla kota i co jest do tego potrzebne: PREZENTACJA WIKTORII

sobota, 4 kwietnia 2015

PEŁNIA KSIĘŻYCA


Dzisiaj jest pełnia. Ale tak naprawdę to praca Wiktorii pt" Moja przygoda w kosmosie". Technika bardzo pomieszana.

Ta pełnia powstała miesiąc temu w trakcie moich studiów z arteterapii i była odpowiedzią na pytanie "A Tobie co do szczęścia potrzebne?" Niesamowite było to, że kiedy przyjechałam do domu, taką samą zobaczyłam za oknem :)

I.Piszczelska "Mandala III", 2015r, 70x100, akryle

A tutaj namalowałam pełnię życia w mandali.... Chociaż skojarzenia innych bywają zaskakujące: Tomek widzi witraż, Benio powiedział, że to 11 strazników jądra Ziemi, Wiktoria natomiast, że to Ziemia wywrócona na lewą stronę.... Na malarstwie Renata dostrzegła wnętrze kopuły, a sama patrząc na nią czuję się czasem jakbym była wewnątrz drzewa.

piątek, 3 kwietnia 2015

WIELKANOCNE PISANKI

Niedawno prowadziłam wielkanocne warsztaty plastyczne w klasie Wiktorii. Pomysł zakładał wykorzystanie kolorowych, wzorzystych papierów. Jeśli tylko wpadnie mi coś fajnego w ręce, zostawiam. Te „cosie” są bardzo różne, czasem zachwycają pięknym odcieniem koloru, a czasem ciekawym wzorem: wewnętrzna strona koperty, wzór na reklamówce, reklama w gazecie, stary plakat czy próbka tapety. Szczególnie próbki tapet są wdzięcznym materiałem do plastycznych zabaw. Pomysł był bardzo prosty: na jednej kartce formatu A4 dzieci przyklejały kolorowe paseczki o szerokości około centymetra, które komponowały dowolnie: czasem był to rytm, czasem tonacja, czasem szersze i mniej, a czasem ktoś wolał wielkanocny motyw stworzyć kredkami. Na tę kartkę naklejały potem drugą, identycznej wielkości, z dziurą w kształcie jaja i wychodziła piękna pisanka.


Urocze było obserwowanie jak przy tej plastycznej zabawie ujawniła się różnica płci: chłopcy zazwyczaj uznawali, że to już koniec, a dziewczynki, że to dopiero świetny początek. Upiększały dalej pisanki brokatami, napisami, kwiatami wyciętymi z tapet i cudownie było patrzeć jak jest to coraz bardziej swobodne i odległe od mojego pomysłu.

piątek, 27 marca 2015

LATA CZY NIE LATA?

To był jeden z tych dni gdy przyszłam do pracowni malarskiej bez planu i bez oczekiwań. Pomalowałam bardzo swobodnie karton 100 x 70 szerokim pędzlem takimi kolorami jakie akurat tego dnia czułam, a z jednej z przypadkowych plam narodził się ptak. Zupełnie samoistnie otoczenie ptaka ułożyło się samo: regularna, uporządkowana, schematyczna szachownica z której ptaszysko wylatuje i bezkresne, wolne gwiaździste niebo do którego dąży. Wyszło ciut, a może nawet ciut bardzo, symbolicznie, z konkretnym, mocnym przesłaniem.


Mocno zdziwiłam się więc, gdy na konsultacji WSP usłyszałam, że moje ptaszysko nie lata! Że ono, owszem bardzo by chciało, ale jest w tą szachownicę organicznie wrośnięte, więc nie może. Że gdybym namalowała cień rzucany przez ptaka na szachownicę, pojawiłaby się przestrzeń i wtedy byłoby jasne, że leci. Rzeczywiście dostrzegłam to: moje ptaszysko jest jak samolot, którego koła ciągle jeszcze dotykają ziemi i jeszcze nie oderwał się od podłoża.

Obraz pod tytułem „Marzenie o wolności” trafił na wystawę „Kobiece Światoprzestrzenie” w Galerii Okno w Starej Iwicznej. Najpierw zobaczyłam folder z wystawy i tutaj szok: moje ptaszysko lata! Jakim cudem? Przecież go nie tknęłam! Więcej, kiedy zobaczyłam go na żywo wrażenie było podobne. Oderwało się od szachownicy! W galerii okazało się że cień rzucany przez ptaka na szachownicę to mój własny cień, a w folderze najprawdopodobniej cień rzucany przez osobę robiącą zdjęcie. Wrażenie jest zupełnie inne, niż wtedy gdy obraz wisiał na Bielanach.

Wystawę "Kobiece Światoprzestrzenie" można oglądać do 13 kwietnia 2015r.



wtorek, 24 marca 2015

KOMPOZYTORKA OGRODÓW

W zeszłym roku o tej porze w klasie Benia były zajęcia na których dzieci robiły palemki wielkanocne pod kierunkiem jednej z mam, która ma pracownię florystyczną. Rodzice mogli uczestniczyć w zajęciach więc towarzyszyłam Beniowi w robieniu palemki.
W pewnym momencie Benio pyta mnia szeptem:
- Mama, czy wiesz kim jest mama Karoliny?
Wiedziałam, ale byłam ciekawa co mi powie. Benio kontynuuje:
- Mama Karoliny jest kompozytorką ogrodów.
Łał, jak to zabrzmiało! KOMPOZYTORKA OGRODÓW? Ile w tym magii!

Pomyślałam, że ja też chcę tak magicznie nazywać i zaczęłam się zastanawiać, kim ja jestem?
Architekt – kompozytor przestrzeni, a kiedy coś maluję – może kompozytor kolorów, wyobraźni? Ale tak naprawdę pracuję jako urzędnik. Kim jest urzędnik? Urzędnik głównie pisze.
Kompozytor słów? Nie. Kompozytorem słów jest poeta, pisarz. Urzędnik to w ogóle żaden kompozytor, kopiuj - wklej i kolejne pismo gotowe. W końcu wymyśliłam:
Jestem PISARZEM PISM URZĘDOWYCH! Daleko do kompozytora, ale poczułam się trochę lepiej:)

Opowiadam historię zaprzyjaźnionej mamie. Pośmiałyśmy się z pisarza pism urzędowych i padło pytanie, a kim jest nauczyciel? Wymyśliłyśmy szybko – KOMPOZYTOR UMYSŁÓW. I od razu pojawiło się kolejne skojarzenie, że ksiądz to KOMPOZYTOR DUSZ. No a ktoś kiepski w tym co robi? Kiepskiego kompozytora nazwałyśmy – ODPRAWCĄ RYTUAŁÓW. Właśnie tak odprawca – jak oprawca, sprawca...

Opowiadam historię kolejnej osobie. Też się pośmiała, ale na koniec mówi:
- Dobra dobra, łatwo ci mówić o byciu kompozytorem, ale w życiu jest tak, że tu praca, tu obowiązki domowe, tu dzieci, tu codzienność...
Rzeczywiście nie jest lekko. Jest praca, jest dom, są dzieci i trzeba to wszystko ze sobą pogodzić. Ale są też tacy którzy kwitną w domu wśród gromadki dzieci - czwórki lub nawet siódemki. Może więc istnieją też KOMPOZYTORZY ŻYCIA RODZINNEGO?

Znów zaczęłam się zastanawiać. Kim ja jestem? I niestety muszę przyznać ze skruchą: jestem odprawcą rytuałów codziennych. Za to mój mąż Tomek, oj tak, on potrafi być kompozytorem życia rodzinnego. Nie wiem jak on to robi, ale dzieci słuchają go jak zaczarowane. Gdy odprowadza je do szkoły, to wstają później, wychodzą wcześniej i nie ma kłótni.

W gruncie rzeczy chyba więc nie jest ważne jakie jest tworzywo – dla każdego jest to coś innego. Po za tym życie podsuwa ciągle nowe sytuacje, nowe role. Niezależnie od wszystkiego trzeba dążyć do tego by być kompozytorem, a nie odprawcą.

Ostatecznie więc doszłam do wniosku, że wiem kim chcę być: KOMPOZYTORKĄ SWOJEGO ŻYCIA!

sobota, 21 marca 2015

SPACER PO WYSTAWIE

Zapraszam na spacer po wystawie:
Wystawę otwierała moja ulubiona praca: Zrealizowane marzenie przkształca rzeczywistość. Ta sama myśl na inny sposób: Pomiedzy prozą rzeczywistości, a poezją marzeń...
Kilka obrazów z szachownicami to zwiastun większego cyklu z którym się obecnie zmagam.
Galeria nad kasą - pastelowe abstrakcje oraz impresje z koncertów.
Obrazy malowane w Łajszczewie - krainie mojego dzieciństwa oraz ornamentowe araby.
Kocham konie i nieustająco pojawiają się one w moich pracach w bardzo różnych odsłonach.
Zakątek ze zdjęciami Tomka. Sara towarzyszyła mu w Bieszczadzkich wyprawach.
W gablocie nasze prace z zajęć ceramicznych w Filli BOK przy ul. Estrady 112.
Prace plenerowe: Sandomierz, Chełmno i inne. Lubię malować światło w architekturze i pejzażu.
I zaczynają sie prace dzieci. Tutaj malowały jesień.
Słowno - rysunkowe żarciki Benia. Uwielbiam poczucie humoru Benia. Wyżej moja ceramika.
Duże formaty, intensywne kolory - prace Wiktorii i Benia. Na zakończenie bajkowe prace: moje końskie i smocze dzieci.
Serdecznie dziękujemy Bielańskiemu Ośrodkowi Kultury, a w szczególności Renacie Szymanowskiej za zorganizowanie wystawy.

poniedziałek, 16 marca 2015

WIELKA WYSTAWA RODZINNA

W styczniu tego roku miała miejsce nasza wielka rodzinna wystawa, gdzie wszyscy czworo prezentowaliśmy naszą twórczość. Nieustająco mam jednak uczucie niedosytu, że bez dopełnienia słowami, ta wystawa jest niepełna. Kiedy coś tworzę, zaczyna to żyć swoim własnym życiem. I czasem to wystarczy. Ale są niektóre prace, które są jak stare zdjęcia, bez słów, bez historii będą niepełne. Aby mogły w pełni wybrzmieć, jestem im winna opowieść. Nasza rodzinna wystawa miała miejsce od 9 stycznia do 8 lutego 2015 r.
Informacje
Najbardziej cieszy mnie właśnie ta wspólność - to było wyjątkowe, nietypowe, niepowtarzalne. Prezentowanych prac było na tyle dużo, że trudno było to wszystko objąć. Więc muszę to opisać. By dopełnić obraz słowami. Czas na nową odsłonę bloga. Na początek kilka zdjęć z wernisażu:

Autorzy zdjęć: Gosia i Radek Siebuła oraz Paweł Hołubiec. Bardzo serdecznie dziękujemy!