Szkic Benia o „myśli, tak wielkiej, że nie mieści się w głowie” zainspirował mnie do przemyśleń, na temat rzeczy, które nie mieszczą się w mojej głowie.
Doszłam do wniosku, że całe długie lata w mojej głowie nie mieścił się.... TANIEC. Tak, właśnie taniec. W zasadzie całe życie byłam przekonana, że nie lubię tańczyć, bo hałas, bo ścisk, bo nie umiem kroków... I gdyby nie moje starsze dziecko, pewnie tańca nie odkryłabym nigdy.
Kiedy Wiktoria poszła do szkoły, zaczęła uczestniczyć w zajęciach tanecznych, w które stopniowo wciągnęła się aż po uszy. Teraz po domu nie chodzi tylko tańczy, podskakuje, podśpiewuje, a jak ma dostatecznie dużo miejsca robi gwiazdy i mostki i inne akrobacje.
Któregoś dnia od mamy - Kompozytorki Ogrodów, z ogromnym zdziwieniem dowiedziałam się, że oprócz grupy tanecznej dla dzieci jest też grupa dla mam, którą bardzo fajna trenerka (którą należałoby nazwać Kompozytorką Ruchu) krok po kroczku uczy tak, że nawet ten słoń z nadepniętym uchem by się nauczył. Wszelkie jej opowieści systematycznie wkładałam między bajki, nie zdając sobie sprawy, że były jak kropla drążąca skałę. Ale kiedy zobaczyłam finalny występ na zakończenie sezonu, zatkało mnie: jak pięknie, jak kobieco i z jakim wdziękiem dziewczyny tańczyły!
Zapragnęłam, że ja też chcę! Myślałam, że wiem w co się pakuję: znałam opowieść z pierwszej ręki jak wyglądają treningi, widziałam finalny występ, uznałam że można będzie schować się w ostatnim rzędzie jako tło dla tych, które tak pięknie tańczą – do przeżycia. O ja naiwna. W jak niesamowitym byłam błędzie!
Nie będę się rozpisywać ile mnie to kosztowało, żeby zmieścić w głowie myśl o tańczeniu na pikniku. Grunt, że zmieściłam.
Ale najważniejsze co chciałam napisać, to że kiedy już taką myśl uda się w głowę wtłoczyć, to pojemność głowy jakby się trochę zwiększała. Podobno fachowo nazywa się to wychodzeniem ze strefy komfortu.
Wspólne zabawy plastyczne z dziećmi to powrót do świata wyobraźni. Zamieszczam tutaj historie różnych prac, zabaw, projektów robionych z dziećmi, przez dzieci lub dla dzieci, przez Wiktorię i rok młodszego Benia oraz przeze mnie, bo ja tez uwielbiam farby, kredki, i wszelkie prace ręczne. I na pewno znajda tutaj swoje miejsce również fotografie mojego męża Tomka. Takie bardziej kolorowe okruszki i beztroskie chwilki z naszego codziennego życia :)
piątek, 23 października 2015
środa, 17 czerwca 2015
niedziela, 14 czerwca 2015
CIUCHCIA DLA TATY
Ciuchcię Benio zrobił dla taty w prezencie świątecznym, ale dopiero teraz doczekała się sesji zdjęciowej:
Dzięki nowatorskiemu połączeniu zakrętek od przetworów babci, patyczków, które kiedyś miały być strzałami i plastikowej rurki o niewiadomym przeznaczeniu, powstała konstrukcja jeżdżąca, co było bardzo zabawne gdy zawiał wiatr. Będąc bardzo lekką, ciuchcia ni z tego ni z owego majestatycznie ruszała z miejsca i odjeżdżała siną w dal.... :)
Dzięki nowatorskiemu połączeniu zakrętek od przetworów babci, patyczków, które kiedyś miały być strzałami i plastikowej rurki o niewiadomym przeznaczeniu, powstała konstrukcja jeżdżąca, co było bardzo zabawne gdy zawiał wiatr. Będąc bardzo lekką, ciuchcia ni z tego ni z owego majestatycznie ruszała z miejsca i odjeżdżała siną w dal.... :)
czwartek, 11 czerwca 2015
MANDALA JEZIORA
Na zdjęciach w poprzednim wpisie wystąpiło Jezioro Upinek w majowej szacie. To był ciekawy czas kiedy tam bylismy. Wiosenne punkciki pąków, małe i sztywne na początku kwietnia, wyrosły na tyle, że stały się liśćmi. Stały się delikatne, wiotkie, giętkie, poddające się wiatrowi.
SZELEST.
Czy zwróciliście kiedykolwiek uwagę, że zimowe drzewa są nieme, co najwyżej jakies trzaski, stęki, napięcia? Natomiast drzewa wiosenne rozmawiają, snują opowieści, cieszą się nowym życiem? A moment kiedy zaczynają szeleścić jest taki nie do uchwycenia?
A drzewa letnie szumią na potegę?
Wiosenne jezioro zainspirowało mnie do namalowania mandali - giętkiej, płynnej, organicznej:
I.Piszczelska "Mandala IV", 2015r, 70x100, akryle
Ma dwie nazwy: Mandala jeziora lub Mandala pragnień.
SZELEST.
Czy zwróciliście kiedykolwiek uwagę, że zimowe drzewa są nieme, co najwyżej jakies trzaski, stęki, napięcia? Natomiast drzewa wiosenne rozmawiają, snują opowieści, cieszą się nowym życiem? A moment kiedy zaczynają szeleścić jest taki nie do uchwycenia?
A drzewa letnie szumią na potegę?
Wiosenne jezioro zainspirowało mnie do namalowania mandali - giętkiej, płynnej, organicznej:
I.Piszczelska "Mandala IV", 2015r, 70x100, akryle
Ma dwie nazwy: Mandala jeziora lub Mandala pragnień.
poniedziałek, 8 czerwca 2015
JEZIORO
Odbicia, błyski, zmarszczki, refleksy, zawirowania – migotliwe, połyskliwe, nieuchwytne.
Trzciny tnące pionami łodyg poziomy zmarszczek - wyraziste, sztywne, zwielokrotnione w wodzie.
Liście na giętkich łodygach dostosowane do ruchu wody - obłe, poddające się, uległe, niknące w wodzie.
JEZIORO: płytkie i głębokie, przejrzyste i nieprzeniknione, połyskliwe i matowe, co chwilę inne, zmienne, współgrające z wiatrem, niebem, Słońcem....Tyle różnorodnych przeciwstawnych aspektów, niuansów składa się na większą całość. Wszystkie elementy są ważne, istotne, potrzebne. Są niezależne, ale zarazem są całością.
JEZIORO. Współistnienie. Harmonia.
niedziela, 31 maja 2015
WYSTAWA URZĘDNIK Z PASJĄ
Nie miałam pojęcia, że jest coś takiego jak Dzień Samorządu Terytorialnego - przypada 27 maja - a to trochę jak dzień urzędnika, samorządowego oczywiście...
Z tej okazji małe wydarzenie - zapraszam do obejrzenia wystawy, gdzie uchylamy rąbka tajemnicy co robią urzędnicy gdy nie piszą pism urzędowych... Wystawę można oglądać do końca czerwca.
I kilka zdjęć Tomka z wernisażu:
Z tej okazji małe wydarzenie - zapraszam do obejrzenia wystawy, gdzie uchylamy rąbka tajemnicy co robią urzędnicy gdy nie piszą pism urzędowych... Wystawę można oglądać do końca czerwca.
I kilka zdjęć Tomka z wernisażu:
czwartek, 21 maja 2015
DOMEK dla KOTA lub PROJEKT DOMEK ciąg dalszy....
Pozostanę w kocim temacie. Najbliższego kota mamy piętro wyżej. Kot i przesympatyczna właścicielka kota są ulubieńcami dzieci. Bardzo lubią ją odwiedzać i interesują się życiem jej pupila. Zaczęło się od niewielkich zabawek dla kota, a skończyło się na:
Opowiem jak to było. Wiktoria zaproponowała, że zrobi domek dla kota. Ponieważ uwielbia tworzyć przestrzenne konstrukcje, postanowiła, że punktem wyjścia dla kociego domu będzie stary domek, schowany dotąd bezpiecznie na strychu u dziadka. Domek przyjechał, sąsiadka wezwana na konsultacje poprosiła tylko nieśmiało, o wersję pionową, bo łatwiej przejdzie przez drzwi.... I prace w doposażaniu wnętrza ruszyły. Benio pomagał.
Domek został wyposażony w system przejść, otworów, miejsc do leżenia oraz .....w witrażowe okno w szktałcie kota.
Tymczasem w szkole na lekcję przyrody trzeba było opracować prezentację pt „Mój pupil” Świnek morskich jeszcze wtedy nie mieliśmy w domu, więc wybór Wiktorii padł na kota sąsiadki. Kot okazał się tylko pretekstem, bo prawdziwym tematem prezentacji Wiktorii stała się budowa domku. Nie było łatwo prezentować się publicznie przed całą klasą, temat bardzo tu pomógł. Skończony domek został przetransportowany piętro wyżej i oddany w posiadanie kota.
Po fazie testowania okazało się niestety, że kiedy domownicy są w komplecie, trudno żyje się z takim gabarytem w domu. Na prośbę sąsiadki ulubiony fragment konstrukcji domku został wymontowany i zaczął funkcjonować samodzielnie.
A tutaj instrukcje Wiktorii jak zrobić domek i zabawkę dla kota i co jest do tego potrzebne: PREZENTACJA WIKTORII
Opowiem jak to było. Wiktoria zaproponowała, że zrobi domek dla kota. Ponieważ uwielbia tworzyć przestrzenne konstrukcje, postanowiła, że punktem wyjścia dla kociego domu będzie stary domek, schowany dotąd bezpiecznie na strychu u dziadka. Domek przyjechał, sąsiadka wezwana na konsultacje poprosiła tylko nieśmiało, o wersję pionową, bo łatwiej przejdzie przez drzwi.... I prace w doposażaniu wnętrza ruszyły. Benio pomagał.
Domek został wyposażony w system przejść, otworów, miejsc do leżenia oraz .....w witrażowe okno w szktałcie kota.
Tymczasem w szkole na lekcję przyrody trzeba było opracować prezentację pt „Mój pupil” Świnek morskich jeszcze wtedy nie mieliśmy w domu, więc wybór Wiktorii padł na kota sąsiadki. Kot okazał się tylko pretekstem, bo prawdziwym tematem prezentacji Wiktorii stała się budowa domku. Nie było łatwo prezentować się publicznie przed całą klasą, temat bardzo tu pomógł. Skończony domek został przetransportowany piętro wyżej i oddany w posiadanie kota.
Po fazie testowania okazało się niestety, że kiedy domownicy są w komplecie, trudno żyje się z takim gabarytem w domu. Na prośbę sąsiadki ulubiony fragment konstrukcji domku został wymontowany i zaczął funkcjonować samodzielnie.
A tutaj instrukcje Wiktorii jak zrobić domek i zabawkę dla kota i co jest do tego potrzebne: PREZENTACJA WIKTORII
Subskrybuj:
Posty (Atom)











